Nie była to pierwsza operacja na odległość wykonywana przez dr. Wisza, ale wydarzenie pokazuje, jak szybko telechirurgia przechodzi z eksperymentalnych demonstracji do coraz bardziej uporządkowanych programów klinicznych. W 2025 roku polski urolog przeprowadził zdalne prostatektomie na trasach Gdańsk-Warszawa oraz Belgia-Warszawa, a w lutym 2026 roku operował pacjenta w Warszawie z konsoli znajdującej się w chińskim Chengdu, około 10 tys. kilometrów dalej. Podczas ERUS26 telechirurgia znalazła się już w głównym programie największego europejskiego spotkania poświęconego urologii robotycznej. Jednocześnie eksperci podkreślają, że możliwość technicznego wykonania operacji na tysiące kilometrów nie oznacza jeszcze, że takie zabiegi wkrótce staną się rutyną w każdym szpitalu.
Telechirurgia robotyczna rozwija zasadę znaną już z klasycznych operacji wykonywanych przy pomocy robota. Chirurg nie trzyma narzędzi bezpośrednio w dłoniach, lecz siedzi przy konsoli, obserwuje powiększony obraz pola operacyjnego i steruje manipulatorami. System przelicza jego ruchy na bardzo precyzyjne ruchy instrumentów wprowadzonych do ciała pacjenta. W zwykłej operacji robotycznej konsola zazwyczaj znajduje się w tej samej sali lub placówce. W telechirurgii można ją umieścić setki albo tysiące kilometrów dalej. Podczas operacji w ramach ERUS26 dr Paweł Wisz pracował w Padwie, a robot znajdował się w PIM MSWiA w Warszawie. Europejskie Towarzystwo Urologiczne potwierdziło, że był to pierwszy teleskopowo sterowany zabieg sesji otwierającej i obejmował wieloportową radykalną prostatektomię.
Nie oznacza to jednak, że pacjent znajdował się sam z robotem, a lekarz we Włoszech kontrolował całą salę operacyjną. W Warszawie obecny był pełny zespół kliniczny odpowiedzialny między innymi za przygotowanie chorego, znieczulenie, obsługę systemu znajdującego się przy stole i reagowanie na nieprzewidziane zdarzenia. Telechirurgia rozdziela przede wszystkim miejsce przebywania głównego operatora od miejsca operacji, a nie usuwa personelu z sali. Jest to jedna z najważniejszych różnic pomiędzy rzeczywistą telechirurgią a popularnym wyobrażeniem "operacji przez internet". Robot nie podejmował autonomicznie decyzji i nie prowadził prostatektomii samodzielnie. Każdy ruch narzędzi wynikał z działania chirurga sterującego urządzeniem z Padwy.
Pacjent przeszedł robotyczną radykalną prostatektomię, czyli operacyjne usunięcie gruczołu krokowego stosowane w leczeniu odpowiednio zakwalifikowanych chorych na raka prostaty. Jest to jedna ze standardowych metod radykalnego leczenia nowotworu ograniczonego do narządu lub określonych przypadków choroby bardziej zaawansowanej miejscowo. Europejskie wytyczne dotyczące raka prostaty zalecają radykalną prostatektomię między innymi odpowiednio dobranym pacjentom, których przewidywana długość życia przekracza 10 lat. Wybór operacji nie zależy jednak wyłącznie od wieku. Uwzględnia się stopień zaawansowania i agresywności nowotworu, wynik PSA, stan ogólny, choroby współistniejące oraz alternatywne możliwości leczenia, w tym radioterapię.
Jednym z najważniejszych wyzwań radykalnej prostatektomii jest połączenie skuteczności onkologicznej z zachowaniem możliwie dobrego funkcjonowania po leczeniu. Operacja odbywa się w pobliżu struktur odpowiedzialnych za utrzymanie moczu oraz nerwów związanych z erekcją. Wytyczne EAU wskazują, że przy odpowiedniej sytuacji onkologicznej można stosować technikę oszczędzającą pęczki nerwowo-naczyniowe. Chirurgia robotyczna zapewnia operatorowi powiększony obraz oraz możliwość bardzo precyzyjnego poruszania narzędziami w ograniczonej przestrzeni miednicy. Sam robot nie gwarantuje jednak braku nietrzymania moczu, zaburzeń erekcji czy innych powikłań. Wynik nadal zależy między innymi od charakterystyki nowotworu, anatomii chorego, doświadczenia zespołu i przebiegu konkretnego zabiegu.
W telechirurgii ogromne znaczenie ma nie tylko przepustowość łącza, ale przede wszystkim opóźnienie pomiędzy ruchem operatora a reakcją narzędzia oraz powrotem obrazu do konsoli. Jeżeli chirurg porusza manipulatorem, a robot reaguje zbyt późno, precyzyjne operowanie staje się trudniejsze. Podczas wcześniejszych zabiegów wykonywanych przez polski zespół raportowano opóźnienie około 5 ms na trasie Gdańsk-Warszawa i około 30 ms przy połączeniu Belgii z Warszawą. W relacji z pierwszego dnia ERUS26 dr Wisz mówił, że opóźnienie pomiędzy europejskimi ośrodkami było w praktyce niezauważalne dla operatora. Organizator nie podał jednak w publicznym raporcie dokładnego wyniku dla konkretnego połączenia Padwa-Warszawa.
Badania pokazują jednocześnie, że nie istnieje jedna magiczna wartość, poniżej której każdy zabieg jest bezpieczny, a powyżej której staje się niemożliwy. W przeglądzie dotyczącym telechirurgii raka prostaty opisano operacje wykonywane na dystansie od jednego do ponad 11 tys. kilometrów, przy opóźnieniach transmisji w obie strony wynoszących od 6 do 464 ms. Autorzy nie odnotowali w analizowanych przypadkach technicznych niepowodzeń ani klinicznie istotnych opóźnień odczuwanych przez chirurgów, ale podkreślili potrzebę dalszych badań. Z kolei metaanaliza klinicznych zabiegów urologicznych z 2026 roku wykazała średnie opóźnienie około 123 ms, przy bardzo dużych różnicach pomiędzy badaniami. Sama niska latencja jest więc koniecznym elementem, ale tylko jednym z wielu składników bezpieczeństwa.
Właśnie ten scenariusz jest jednym z głównych powodów, dla których telechirurgia wymaga znacznie bardziej rozbudowanego przygotowania niż zwykłe połączenie dwóch robotów przez szybką sieć. System musi posiadać procedury awaryjne, a przy pacjencie powinien znajdować się chirurg zdolny do przejęcia kontroli. Podczas ERUS26 uczestnicy pytali dr. Wisza między innymi o przełączanie sterowania pomiędzy operatorem zdalnym a lokalnym. Według jego doświadczeń przejęcie lokalnej kontroli w wykorzystywanym systemie może odbyć się po odpowiedniej procedurze w około 15 sekund. Sam kongres dostarczył również przykładu, dlaczego zabezpieczenie jest potrzebne - podczas innej teleoperacji połączenie z chirurgiem zdalnym nie zostało przywrócone tak szybko, jak zakładano, dlatego część zabiegu wykonał operator znajdujący się lokalnie przy pacjencie.
Nowe badania nad systemami telerobotycznymi opisują warstwowe mechanizmy bezpieczeństwa. W jednej z analiz z 2026 roku trzysekundowa utrata sygnału spowodowała automatyczne przejście robota w stan oczekiwania. Pacjent pozostał stabilny, a procedurę później ukończono bez powikłań. Autorzy wskazywali na znaczenie zespołu przy stole, zapasowej konsoli i wcześniej ustalonych kryteriów przejęcia lub zmiany metody operacji. Oznacza to, że awaria sieci nie powinna skutkować chaotycznym ruchem narzędzi. System musi być skonstruowany tak, aby przy problemie z transmisją zatrzymać lub zabezpieczyć działanie i umożliwić personelowi obecnemu na miejscu dalsze postępowanie.
Nie. Była kolejnym etapem programu rozwijanego przez polski zespół. 1 sierpnia 2025 roku dr Paweł Wisz przeprowadził zdalną prostatektomię, w której operator znajdował się w Gdańsku, a pacjent w Warszawie. Miesiąc później, 2 września, wykonał kolejną prostatektomię z konsoli znajdującej się w belgijskiej Orsi Academy. Odległość do pacjenta w PIM MSWiA wynosiła około 1200 km. W marcu 2026 roku Państwowy Instytut Medyczny MSWiA poinformował natomiast o pierwszych operacjach telerobotycznych łączących Chiny z Europą. Dr Wisz operował wtedy pacjenta w Warszawie, sterując systemem z Chengdu, oddalonego o około 10 tys. kilometrów.
Znaczenie operacji w Padwie wynika z innego powodu. Zabieg został wykonany podczas oficjalnego programu ERUS26, jednego z największych wydarzeń poświęconych robotycznej urologii, a Warszawa była jedynym ośrodkiem z Europy Środkowo-Wschodniej uczestniczącym w telechirurgicznej części wydarzenia. Według informacji PIM MSWiA cytowanych po zabiegu dr Wisz był pierwszym lekarzem z Polski i Europy Środkowo-Wschodniej występującym podczas tego kongresu jako operator i prelegent. Sam ERUS26 pokazuje też skalę przyspieszenia technologii. Jeszcze w 2024 roku EAU zorganizowało podczas swojego wydarzenia jeden zabieg telechirurgiczny, w 2025 roku były trzy, a w programie tegorocznego spotkania zaplanowano osiem takich procedur.
Pierwsze wyniki badań klinicznych są zachęcające, ale nauka nie daje jeszcze podstaw do stwierdzenia, że telechirurgia została przebadana równie dobrze jak standardowe operacje robotyczne wykonywane lokalnie. Metaanaliza opublikowana w lipcu 2026 roku objęła 19 badań i 164 pacjentów poddanych różnym zdalnym zabiegom urologicznym. Łączny odsetek procedur zakończonych bez konieczności przejęcia przez operatora lokalnego lub przejścia na inną metodę wyniósł około 92 proc. W badaniach nie raportowano konwersji do operacji otwartej ani laparoskopowej, a łączny odsetek powikłań oszacowano na 12 proc. Autorzy uznali krótkoterminowy profil bezpieczeństwa za korzystny w odpowiednio dobranych przypadkach, ale podkreślili fragmentaryczny charakter obecnych dowodów.
Jeszcze bardziej interesujące są badania dotyczące samej prostatektomii. Opublikowane latem 2026 roku prospektywne badanie pilotażowe porównało 10 zdalnych prostatektomii robotycznych z 10 podobnymi operacjami wykonywanymi na miejscu. Wszystkie teleoperacje ukończono bez konieczności przejęcia przez lokalnego chirurga, nie odnotowano śródoperacyjnych zdarzeń niepożądanych ani poważnych powikłań pooperacyjnych, a średnie opóźnienie sieci wynosiło około 10,7 ms. To ważne dane, ale grupa 20 pacjentów nadal jest niewielka. Do powszechnego wdrożenia potrzebne będą większe badania porównawcze, dane wieloośrodkowe i obserwacja długoterminowych wyników onkologicznych oraz funkcjonalnych.
Nie. Operacja wykonana między Padwą i Warszawą była telechirurgią sterowaną przez człowieka, a nie autonomicznym zabiegiem wykonywanym przez sztuczną inteligencję. Dr Wisz podejmował decyzje i kontrolował ruchy narzędzi z konsoli znajdującej się we Włoszech. System robotyczny w Warszawie był wykonawcą tych poleceń. Określenie "robot przeprowadził operację" może więc tworzyć błędne wrażenie, że urządzenie samodzielnie rozpoznawało anatomię, wybierało miejsca cięcia i decydowało o przebiegu prostatektomii. Obecne kliniczne systemy robotyczne stosowane przy takich operacjach pozostają narzędziami kontrolowanymi przez chirurga.
Sztuczna inteligencja rozwija się jednak równolegle z robotyką chirurgiczną. Przegląd opublikowany w "Nature Reviews Urology" w 2026 roku wskazuje na możliwe zastosowania AI w rozpoznawaniu anatomii, analizie przebiegu operacji, przewidywaniu ryzyka, ocenie umiejętności operatora czy wspomaganiu nawigacji. Najbardziej realne w najbliższym czasie są jednak rozwiązania wspierające chirurga, a nie całkowicie go zastępujące. Telechirurgia jest zatem odrębnym kierunkiem rozwoju: pozwala człowiekowi sterować robotem z dużej odległości. Autonomiczna chirurgia oznaczałaby natomiast przekazanie części decyzji samemu systemowi, co wiąże się z zupełnie innymi wymaganiami technicznymi, prawnymi i etycznymi.
To jeden z najbardziej obiecujących scenariuszy. Obecnie dostęp do wybitnego operatora często wymaga podróży pacjenta do dużego ośrodka, niekiedy w innym kraju. Telechirurgia potencjalnie odwraca ten model. To specjalistyczna wiedza i umiejętności chirurga mogą "przyjechać" do pacjenta przez sieć, podczas gdy chory pozostaje w lokalnym szpitalu dysponującym odpowiednim robotem i zespołem. Może mieć to szczególne znaczenie w regionach, gdzie zaawansowane systemy robotyczne są już dostępne, ale brakuje operatora mającego duże doświadczenie w rzadkiej lub wyjątkowo trudnej procedurze. Podobne znaczenie telechirurgii jako sposobu ograniczania geograficznych nierówności w dostępie do specjalistów wskazują również najnowsze przeglądy badań urologicznych.
Nie oznacza to jednak, że wystarczy kupić robota do małego szpitala i połączyć go przez internet ze specjalistą z drugiego końca świata. Placówka musi posiadać personel zdolny przygotować pacjenta, obsługiwać system i przejąć zabieg w sytuacji awaryjnej. Potrzebne są również odpowiednia infrastruktura teleinformatyczna, redundantne łącza, procedury odpowiedzialności, ubezpieczenie i uzgodnienia dotyczące licencji lekarzy wykonujących zabiegi ponad granicami państw. Właśnie dlatego badacze oceniają, że największą barierą dalszego rozwoju mogą stać się nie możliwości samego robota, ale stworzenie jednolitych regulacji, finansowania i standardów bezpieczeństwa.
Zdalne sterowanie robotem nie musi oznaczać, że specjalista wykonuje całą operację od początku do końca. Bardzo ważnym obszarem może stać się teleproctoring i telementoring. Doświadczony chirurg może obserwować zabieg prowadzony przez mniej doświadczony zespół, udzielać wskazówek, a w odpowiednim systemie również przejąć określony etap operacji. Daje to możliwość rozwijania nowych programów robotycznych bez konieczności ciągłego podróżowania ekspertów pomiędzy szpitalami. Polska Federacja Szpitali wskazuje, że właśnie dostęp do wysokospecjalistycznych kompetencji oraz zdalne wspieranie nowych zespołów mogą należeć do najważniejszych praktycznych zastosowań telechirurgii.
Taki model może mieć szczególne znaczenie w chirurgii wymagającej setek operacji do osiągnięcia wysokiej sprawności technicznej. Obecność eksperta na odległość nie usuwa krzywej uczenia się, ale może pozwolić bezpieczniej przechodzić jej kolejne etapy. Jednocześnie sesje takie jak podczas ERUS26 mają wymiar edukacyjny dla setek uczestników obserwujących operację w czasie rzeczywistym. Kongres w Padwie obejmuje 11 sesji operacyjnych i około 50 zabiegów na żywo wykonywanych przy użyciu wielu platform robotycznych. Telechirurgia staje się w tym środowisku nie tylko sposobem leczenia konkretnego chorego, ale również metodą wymiany doświadczeń pomiędzy operatorami pracującymi na różnych systemach.
Najbardziej oczywistym zagrożeniem jest przerwanie lub pogorszenie jakości transmisji, ale problem jest szerszy. Znaczenie mają opóźnienie, wahania tego opóźnienia, utrata pakietów danych i stabilność obrazu przesyłanego do operatora. Telechirurgia wymaga także zabezpieczenia przed awariami sprzętu oraz możliwości szybkiego przejęcia sterowania lokalnie. Do tego dochodzi cyberbezpieczeństwo. Skoro ruch narzędzi chirurgicznych jest przekazywany przez infrastrukturę teleinformatyczną, system musi być chroniony przed nieautoryzowanym dostępem, zakłóceniami i manipulacją danymi. Ryzyko nie jest argumentem za porzuceniem technologii, ale oznacza, że standard bezpieczeństwa musi być wyższy niż w przypadku zwykłej wideokonferencji czy transmisji obrazu z sali operacyjnej.
Badacze zwracają uwagę, że właśnie cyberbezpieczeństwo i procedury awaryjne są nadal nierówno opisywane w publicznie dostępnych raportach z teleoperacji. Przegląd urologicznej telechirurgii z czerwca 2026 roku wykazał, że informacje o architekturze sieci i wynikach klinicznych były zwykle dobrze raportowane, ale znacznie rzadziej szczegółowo opisywano kwestie cyberbezpieczeństwa, ochrony danych, rejestracji protokołów czy zarządzania awariami. Autorzy nie twierdzili, że zabezpieczeń nie stosowano, lecz że sposób ich raportowania nie jest jeszcze wystarczająco ujednolicony. Jeżeli telechirurgia ma przejść od pojedynczych programów do standardowej opieki, wspólne wymagania dotyczące infrastruktury i reagowania na awarie będą równie ważne jak umiejętności operatora.
Dzisiejszy poziom technologii pokazuje, że operacje na bardzo duże odległości są technicznie możliwe i mogą być przeprowadzane u rzeczywistych pacjentów. Polska ma już doświadczenia z połączeniami krajowymi, Belgia-Warszawa, Chiny-Warszawa oraz najnowszym zabiegiem Padwa-Warszawa. Nie oznacza to jednak, że telechirurgiczna prostatektomia stanie się w najbliższych miesiącach zwykłym świadczeniem dostępnym w każdym szpitalu. Najnowsza metaanaliza obejmowała zaledwie 164 pacjentów z 19 badań dotyczących różnych procedur urologicznych. Wyniki wskazują na wysoką wykonalność i korzystny krótkoterminowy profil bezpieczeństwa, ale autorzy wprost zaznaczają potrzebę większych badań prospektywnych i długoterminowej obserwacji przed powszechnym wdrożeniem.
Operacja przeprowadzona 9 września 2026 roku jest więc przede wszystkim dowodem na osiągnięcie kolejnego etapu rozwoju technologii. Chirurg może znajdować się w innym kraju, a mimo to w czasie rzeczywistym wykonywać precyzyjne etapy radykalnej prostatektomii u pacjenta w Warszawie. Dalsze pytanie nie brzmi już wyłącznie, czy jest to technicznie możliwe. Coraz ważniejsze staje się ustalenie, kiedy wykorzystanie zdalnego operatora rzeczywiście poprawia dostęp do leczenia, jak organizować odpowiedzialność pomiędzy dwoma ośrodkami, jakie parametry sieci uznać za obowiązkowe i jak zapewnić możliwość natychmiastowego przejęcia operacji. Dopiero odpowiedzi na te pytania zdecydują, czy telechirurgia stanie się kolejnym standardowym narzędziem medycyny, czy pozostanie rozwiązaniem stosowanym przede wszystkim w najbardziej wyspecjalizowanych centrach.