• 10 września 2026

Od 1 września 2026 roku w polskich szkołach i przedszkolach obowiązują nowe zasady dotyczące żywienia dzieci i młodzieży. Rozporządzenie Ministra Zdrowia z 16 lutego 2026 roku zastąpiło regulacje funkcjonujące przez poprzednią dekadę i zaostrzyło wymagania zarówno wobec szkolnych stołówek, jak i sklepików, bufetów oraz automatów vendingowych. Celem jest ograniczenie dostępu do produktów o dużej zawartości cukru, soli i tłuszczu oraz wysoko przetworzonej żywności o niskiej wartości odżywczej. Jednocześnie większe znaczenie mają zyskać warzywa, owoce, pełnoziarniste produkty zbożowe i nasiona roślin strączkowych, a podstawowym napojem ma być woda. Reforma nie pojawia się przypadkowo. Według danych przywoływanych przez Państwową Inspekcję Sanitarną nieprawidłową masę ciała ma już około 27 proc. siedmiolatków i niemal 35 proc. dziewięciolatków w Polsce.

Problem nie dotyczy wyłącznie wyglądu ani liczby kilogramów na wadze. Otyłość w dzieciństwie zwiększa ryzyko problemów metabolicznych oraz chorób, które jeszcze niedawno kojarzono przede wszystkim z osobami dorosłymi. WHO wskazuje między innymi na zwiększone ryzyko cukrzycy typu 2, nadciśnienia, chorób wątroby, zaburzeń snu oraz późniejszych chorób niezakaźnych. Jednocześnie organizacja podkreśla, że otyłość dzieci nie może być sprowadzana do braku silnej woli. Znaczenie mają całe środowisko żywieniowe, dostępność produktów, aktywność fizyczna, reklama, sytuacja rodzinna oraz inne czynniki społeczne i biologiczne. Zmiana szkolnego menu jest więc tylko jednym z elementów walki z narastającym problemem, ale obejmuje miejsce, w którym dzieci spędzają znaczną część każdego dnia.

Dlaczego otyłość dzieci w Polsce staje się coraz większym problemem?

Dane dotyczące najmłodszych pokazują, że problem nadmiernej masy ciała pojawia się już na początku edukacji szkolnej i nasila wraz z wiekiem. Państwowa Inspekcja Sanitarna, powołując się na krajowe dane, wskazuje, że nieprawidłową masę ciała ma około 27 proc. siedmiolatków i niemal 35 proc. dziewięciolatków. Jednocześnie nawet 80 proc. polskich dzieci nie spożywa rekomendowanej ilości warzyw i owoców. Nie oznacza to oczywiście, że niedostateczne jedzenie warzyw jest jedyną przyczyną otyłości. Dane pokazują jednak szerszy problem z jakością codziennego sposobu żywienia i uzasadniają działania obejmujące nie tylko leczenie dzieci z już rozpoznaną otyłością, ale również profilaktykę całej populacji.

Podobne zjawisko widoczne jest w całej Europie. Najnowszy raport inicjatywy WHO COSI obejmujący dane z lat 2022-2024 wskazuje, że wśród dzieci w wieku 7-9 lat w badanych krajach europejskich około 25 proc. miało nadwagę, wliczając otyłość, a około 11 proc. żyło z otyłością. WHO zwraca uwagę, że nadmierna masa ciała w dzieciństwie może wpływać na zdrowie fizyczne i psychiczne, jakość życia oraz zwiększać prawdopodobieństwo otyłości i chorób przewlekłych w późniejszych latach. Problem nie jest więc kwestią estetyczną. To wyzwanie zdrowia publicznego, którego konsekwencje mogą pojawiać się przez kolejne dekady życia.

Co dokładnie zmieniło się w szkolnym żywieniu od 1 września 2026 roku?

Nowe przepisy obejmują dwa główne obszary. Pierwszym jest żywienie zbiorowe, czyli posiłki przygotowywane w szkolnych i przedszkolnych kuchniach albo dostarczane przez firmy cateringowe. Drugim jest żywność sprzedawana dzieciom na terenie placówek - w sklepikach, bufetach i automatach. Rozporządzenie z 16 lutego 2026 roku weszło w życie 1 września i ma status obowiązującego aktu prawnego. Nie jest więc zaleceniem, które szkoła może wdrożyć według własnego uznania. Placówki muszą dostosować ofertę żywieniową i jadłospisy do określonych wymagań.

Ministerstwo Zdrowia wskazuje kilka najważniejszych kierunków zmian. W menu ma być więcej warzyw, owoców, produktów pełnoziarnistych i roślin strączkowych. Co najmniej jeden posiłek obiadowy w tygodniu powinien być przygotowany na bazie strączków i nie zawierać produktów pochodzenia zwierzęcego. Co najmniej jeden obiad ma zawierać rybę, natomiast dwa razy w tygodniu danie mięsne powinno powstawać ze świeżego mięsa, a nie wysokoprzetworzonych wyrobów. Woda została wskazana jako preferowany napój, a dodatek cukru do napojów przygotowywanych na miejscu został dodatkowo ograniczony.

Czy od września w szkołach obowiązuje całkowity zakaz wysoko przetworzonej żywności?

Nie. Określenie "ograniczenie wysoko przetworzonej żywności" dobrze opisuje cel reformy, ale przepisy nie zawierają prostego zakazu wszystkich produktów, które można byłoby zakwalifikować do jednej kategorii żywności wysoko przetworzonej. Zamiast tego rozporządzenie tworzy zamknięty katalog grup produktów, które mogą być sprzedawane uczniom, oraz określa wymagania dotyczące ich składu i wartości odżywczej. Ministerstwo wprost wskazuje, że przepisy mają zmniejszać ekspozycję dzieci na produkty o wysokiej zawartości cukru, tłuszczu i soli oraz żywność wysoko przetworzoną o małej wartości odżywczej.

To ważne rozróżnienie, ponieważ w sklepiku nadal mogą występować niektóre produkty przetworzone, jeżeli należą do dopuszczonej kategorii i spełniają odpowiednie wymagania. Dozwolone są między innymi wybrane produkty zbożowe, pieczywo, produkty mleczne, kanapki, soki, przeciery, musy, napoje roślinne czy nawet określone rodzaje pieczywa cukierniczego. Z drugiej strony usunięto kategorię "inne", która wcześniej umożliwiała sprzedaż produktów niewymienionych w podstawowym katalogu i mogła otwierać drogę dla żywności o mniejszej wartości odżywczej. Reforma działa więc poprzez szczegółowe kryteria, a nie jedną etykietę "zakazane przetworzone jedzenie".

Czy słodycze, batony i chipsy znikną ze szkolnych sklepików?

Klasyczna oferta sklepiku oparta na batonach, słonych przekąskach i słodkich napojach została mocno ograniczona. Od września sprzedawać można wyłącznie produkty należące do grup określonych w rozporządzeniu. Ministerstwo wymienia między innymi pieczywo, kanapki, sałatki, mleko i produkty mleczne, warzywa, owoce, produkty zbożowe, orzechy i nasiona bez dodatku cukru i soli, soki i musy bez dodatku cukru, wodę, wybrane napoje oraz gorzką czekoladę o wysokiej zawartości kakao. Oznacza to, że tradycyjne słodycze i słone przekąski, które nie spełniają wymagań, nie powinny znajdować się w szkolnej sprzedaży.

Nie oznacza to jednak absolutnego zakazu wszystkiego, co kojarzy się ze słodkim smakiem. Dopuszczono między innymi wybrane pieczywo półcukiernicze i cukiernicze, jeśli spełnia ono przewidziane normy. Właśnie dlatego ważniejsze od samej nazwy produktu stają się jego skład i wartości odżywcze. Producent może określać przekąskę jako "fitness", "dla dzieci" czy "naturalną", ale jeśli nie mieści się ona w wymaganiach szkolnego katalogu, marketingowa nazwa nie wystarczy. Regulacja ma ograniczać sytuację, w której uczeń podczas każdej przerwy ma najłatwiejszy dostęp przede wszystkim do produktów dostarczających dużo cukru, soli i energii, a mało wartościowych składników odżywczych.

Jak nowe przepisy ograniczają cukier w diecie dzieci?

Jednym z najbardziej widocznych kierunków jest zmniejszenie ilości cukru dodawanego do napojów oraz ograniczenie dostępności produktów o bardzo słodkim profilu. Woda ma być napojem pierwszego wyboru. Soki, przeciery i musy dopuszczone w szkolnej sprzedaży nie mogą zawierać dodanych cukrów ani substancji słodzących, podobne wymagania dotyczą części innych napojów. Ministerstwo podkreśla także ograniczenie cukru dodawanego do herbaty, kakao i innych napojów przygotowywanych bezpośrednio w placówce. Chodzi nie tylko o zmniejszenie liczby kalorii, ale również o kształtowanie przyzwyczajenia do mniej słodkiego smaku.

Znaczenie słodzonych napojów jest szczególne, ponieważ można wypić znaczną ilość energii bez uzyskania takiej sytości jak po pełnym posiłku. WHO wskazuje konsumpcję napojów słodzonych cukrem jako ważny czynnik związany z nadmiernym spożyciem energii i gorszą jakością diety oraz podkreśla rolę polityki szkolnej w ograniczaniu ich dostępności. Zastępowanie słodkich napojów wodą nie jest więc drobnym elementem reformy. Jeśli dziecko kupowało taki napój każdego dnia szkolnego, zmiana codziennego wyboru powtarzana przez wiele miesięcy może mieć znacznie większe znaczenie niż pojedynczy "zdrowy tydzień" organizowany raz w roku.

Dlaczego szkoły mają podawać więcej warzyw, owoców i produktów pełnoziarnistych?

Reforma nie ogranicza się do usuwania określonych produktów. Równie ważne jest zwiększenie udziału żywności o większej wartości odżywczej. Ministerstwo Zdrowia wskazuje warzywa, owoce, pełnoziarniste produkty zbożowe i rośliny strączkowe jako grupy, które powinny częściej pojawiać się w codziennym jadłospisie. Ma to szczególne znaczenie w kontekście danych pokazujących, że nawet 80 proc. dzieci w Polsce nie spożywa rekomendowanej ilości warzyw i owoców. Sam zakaz batonika nie poprawi jakości diety, jeśli w jego miejsce nie pojawi się atrakcyjna i łatwo dostępna alternatywa.

Produkty pełnoziarniste, warzywa, owoce i strączki pomagają zwiększyć podaż błonnika oraz wielu witamin i składników mineralnych. Strączki są jednocześnie źródłem białka roślinnego. Z perspektywy szkoły równie ważne może być oswojenie dzieci z różnorodnością jedzenia. Uczeń, który od najmłodszych klas regularnie widzi na talerzu kasze, pełnoziarnisty makaron, soczewicę, fasolę czy różne warzywa, ma większą szansę traktować je jako normalną część posiłku. Samo umieszczenie warzyw w jadłospisie nie gwarantuje jednak sukcesu. Potrawa musi być przygotowana w sposób akceptowany przez dzieci, inaczej prawidłowo zbilansowany obiad może po prostu trafić do kosza.

Dlaczego jeden szkolny obiad w tygodniu ma być całkowicie roślinny?

Od początku roku szkolnego 2026/2027 w jadłospisie ma pojawić się co najmniej jeden pełnowartościowy posiłek oparty na nasionach roślin strączkowych i pozbawiony produktów odzwierzęcych. Może to być danie z soczewicy, fasoli, ciecierzycy lub grochu. Nie oznacza to przejścia szkół na dietę wegańską ani eliminacji mięsa z menu. Przepisy jednocześnie przewidują posiłki ze świeżym mięsem oraz rybami. Chodzi o zwiększenie różnorodności źródeł białka i częstsze wykorzystywanie grup produktów, które w tradycyjnych szkolnych stołówkach nie zawsze były popularne.

Zmiana nawiązuje do szerszych założeń żywienia opartego na większym udziale produktów roślinnych. Ministerstwo mówi w tym kontekście również o elementach diety planetarnej. Dla dzieci równie istotny może być jednak efekt edukacyjny. Obiad bez mięsa przestaje być wyjątkiem przygotowywanym wyłącznie dla osoby na specjalnej diecie i staje się jednym ze zwykłych elementów tygodniowego menu. Jeśli posiłek zostanie odpowiednio skomponowany i przygotowany, może być pełnowartościowy i sycący. Trudniejszym zadaniem dla stołówek będzie takie podanie strączków, aby uczniowie rzeczywiście chcieli je jeść, a nie traktowali nowego dnia w jadłospisie jako obowiązkowej przeszkody.

Czy szkolne obiady będą zawierały mniej przetworzonego mięsa?

Tak, nowe zasady zwracają na to szczególną uwagę. Ministerstwo Zdrowia podaje, że dwa razy w tygodniu danie mięsne ma być przygotowane ze świeżego mięsa, bez wykorzystywania produktów przetworzonych. Regulacja ma więc ograniczyć sytuację, w której bazą obiadu regularnie są wysoko przetworzone wyroby mięsne. Nie oznacza to całkowitego usunięcia wszystkich przetworów z żywienia dzieci, ale kierunek jest jednoznaczny - w głównych daniach częściej ma pojawiać się produkt podstawowy, z którego posiłek przygotowuje szkolna kuchnia lub firma cateringowa.

Zmiany dotyczą również sposobu przygotowywania potraw. Ministerstwo wskazuje większą rolę żywności świeżej, lokalnej i sezonowej, tam gdzie jej wykorzystanie jest możliwe. Nowe regulacje mają ograniczać nadmierną ilość soli, cukru i tłuszczu oraz promować korzystniejsze metody komponowania posiłków. Sam termin "przetworzone" trzeba jednak stosować rozsądnie. Jogurt, pieczywo czy ugotowane i zapakowane produkty także są w pewnym stopniu przetworzone, a mimo to mogą być częścią prawidłowego sposobu żywienia. Problemem jest przede wszystkim częste zastępowanie pełnowartościowych posiłków produktami o dużej gęstości energetycznej i niewielkiej wartości odżywczej.

Czy nowe szkolne przepisy wystarczą, aby zatrzymać wzrost otyłości wśród dzieci?

Nie. Zmiana środowiska szkolnego może pomóc, ale otyłość jest znacznie bardziej złożonym problemem. WHO podkreśla, że na rozwój nadmiernej masy ciała wpływają nie tylko indywidualne zachowania, ale również otoczenie, dostępność żywności, marketing, urbanizacja, możliwości aktywności fizycznej oraz uwarunkowania społeczne i gospodarcze. Dziecko nie decyduje samodzielnie o całym swoim środowisku. Może jeść dobrze w stołówce, a po lekcjach przez kilka godzin siedzieć bez ruchu i mieć stały dostęp do wysokokalorycznych przekąsek. Z tego powodu pojedynczej regulacji nie można przedstawiać jako rozwiązania całego problemu.

Znaczenie szkoły pozostaje jednak ogromne, ponieważ dziecko spędza w niej znaczną część dnia przez wiele lat. WHO w nowych wytycznych dotyczących szkolnego środowiska żywieniowego z 2026 roku zaleca państwom ustanawianie standardów zwiększających dostępność zdrowej żywności i ograniczających produkty, które nie wspierają prawidłowej diety. Organizacja zwraca jednocześnie uwagę, że same zasady nie wystarczą bez monitorowania ich rzeczywistego stosowania. Polska reforma wpisuje się więc w szerszy międzynarodowy kierunek: zamiast oczekiwać od dziecka ciągłego dokonywania "dobrego wyboru", próbuje się stworzyć miejsce, w którym ten wybór jest po prostu łatwiejszy.

Czy rodzic nadal może dać dziecku do szkoły słodycze lub słodki napój?

Nowe rozporządzenie reguluje żywienie zbiorowe oraz sprzedaż produktów na terenie jednostek systemu oświaty. Nie tworzy państwowej listy produktów, które rodzic może włożyć do prywatnej śniadaniówki dziecka. Oznacza to, że ograniczenie batonów lub słodzonych napojów w szkolnym sklepiku nie jest równoznaczne z kontrolowaniem zawartości plecaka. Rodzina nadal odpowiada za jedzenie przygotowane w domu. Ma to również znaczenie dla realnej skuteczności nowych przepisów, ponieważ szkolny jadłospis stanowi tylko część całodziennego sposobu żywienia ucznia.

Największy efekt może pojawić się wtedy, gdy środowisko domowe i szkolne nie wysyłają całkowicie sprzecznych sygnałów. Nie chodzi o wprowadzanie absolutnego zakazu słodyczy. Bardziej korzystne jest budowanie zwykłej codziennej diety wokół wody, warzyw, owoców, pełnoziarnistych produktów, odpowiednich źródeł białka i regularnych posiłków, pozostawiając słodycze jako dodatek. Nadmiernie restrykcyjne podejście również może prowadzić do problemów z relacją z jedzeniem. Walka z otyłością nie powinna polegać na dzieleniu dzieci na "grzeczne, które jedzą zdrowo" i "niegrzeczne, które jedzą słodycze".

Czy ograniczenie cukru oznacza, że produkty „zero” i słodziki zastąpią zwykłe napoje?

Nie taki jest cel zmian. W wielu kategoriach produktów dopuszczonych do sprzedaży przepisy ograniczają nie tylko dodatek cukru, ale także substancji słodzących. Dotyczy to między innymi części soków, musów, napojów i innych produktów znajdujących się w szkolnej ofercie. Ministerstwo mocno podkreśla wodę jako podstawowy napój, zamiast budowania systemu, w którym zwykła cola zostaje po prostu zastąpiona wersją bez cukru. Reforma ma więc wpływać również na przyzwyczajenie dzieci do intensywnie słodkiego smaku.

To podejście ma znaczenie szczególnie u najmłodszych, których preferencje żywieniowe dopiero się kształtują. Jeśli każde pragnienie przez wiele lat gaszone jest bardzo słodkim napojem, woda może wydawać się mało atrakcyjna. Szkoła nie rozwiąże wszystkich takich problemów, ale może przestać je wzmacniać. Uczeń, który chce się napić podczas przerwy, powinien mieć łatwy dostęp do wody, a nie być otoczony przede wszystkim kolorowymi napojami. Z perspektywy profilaktyki liczą się właśnie niewielkie wybory powtarzane codziennie przez setki dni nauki, a nie pojedynczy idealnie zbilansowany obiad.

Czy dziecko z nadwagą powinno przejść na dietę odchudzającą po zmianach w szkole?

Nie należy samodzielnie wprowadzać u dziecka restrykcyjnej diety tylko na podstawie wyglądu albo wyniku na domowej wadze. Ocena masy ciała dzieci różni się od oceny dorosłych, ponieważ trzeba uwzględniać wiek, płeć i rozwój. Stosuje się odpowiednie siatki centylowe i wskaźniki odnoszone do wieku. Jeżeli rodzic ma wątpliwości dotyczące masy ciała dziecka, właściwym miejscem rozpoczęcia oceny jest lekarz pediatra lub lekarz rodzinny. WHO definiuje dziecięcą nadwagę i otyłość na podstawie BMI odnoszonego do wieku i płci, a nie prostych dorosłych granic BMI.

Szczególnie szkodliwe może być zawstydzanie dziecka, komentowanie jego ciała albo stawianie go na restrykcyjnej diecie bez specjalistycznego wsparcia. Dziecko rośnie i potrzebuje odpowiedniej ilości energii oraz składników odżywczych. W wielu przypadkach celem postępowania nie musi być szybka utrata kilogramów, lecz poprawa nawyków i odpowiednie tempo wzrastania. Zmiany powinny dotyczyć możliwie całej rodziny, aby młoda osoba nie czuła, że jako jedyna dostaje "karne jedzenie". Otyłość jest problemem zdrowotnym wymagającym wsparcia, a nie dowodem braku dyscypliny.

Jakie choroby mogą częściej występować u dzieci z otyłością?

Nadmierna masa ciała w wieku rozwojowym może wiązać się z problemami, które dawniej znacznie częściej obserwowano dopiero u dorosłych. WHO wymienia zwiększone ryzyko cukrzycy typu 2, podwyższonego ciśnienia tętniczego, chorób wątroby, astmy i innych problemów oddechowych oraz zaburzeń snu. Otyłość w dzieciństwie zwiększa również prawdopodobieństwo utrzymywania się nadmiernej masy ciała w wieku dorosłym i rozwoju chorób niezakaźnych w kolejnych dekadach.

Konsekwencje nie ograniczają się do wyników badań laboratoryjnych. Dzieci z otyłością mogą doświadczać stygmatyzacji, obniżonej samooceny, izolacji społecznej czy problemów z nastrojem. Dlatego profilaktyka powinna koncentrować się na zdrowiu i środowisku, a nie na presji dotyczącej wyglądu. Szkolne regulacje obejmują wszystkich uczniów niezależnie od masy ciała. To istotne, ponieważ nie wyodrębnia się dzieci z nadwagą i nie podaje im osobnego "dietetycznego menu". Zmienia się oferta dla całej społeczności szkolnej, dzięki czemu zdrowsze wybory nie są oznaczane jako leczenie konkretnego ucznia.

Dlaczego sama aktywność fizyczna nie wystarczy, jeśli dieta dziecka jest nieprawidłowa?

Ruch pozostaje jednym z podstawowych elementów zdrowego rozwoju, ale nie powinien być przedstawiany jako sposób "odpracowywania" jedzenia. Bilans energetyczny i zdrowie metaboliczne zależą od wielu czynników, a regularna aktywność i sposób żywienia wzajemnie się uzupełniają. Dziecko, które przez większość dnia pozostaje aktywne, nadal może mieć dietę opartą przede wszystkim na słodkich napojach i produktach o dużej gęstości energetycznej. Podobnie prawidłowo zbilansowane posiłki nie rozwiązują problemu wielogodzinnego siedzenia każdego dnia. WHO traktuje sposób żywienia oraz aktywność fizyczną jako równoległe elementy profilaktyki dziecięcej otyłości.

Dlatego szkolna reforma żywieniowa nie powinna zastępować działań zwiększających możliwość ruchu. Potrzebne są lekcje wychowania fizycznego, aktywne przerwy, bezpieczne place zabaw, możliwość chodzenia lub jazdy rowerem oraz ograniczanie wielogodzinnego siedzenia. Warto również pamiętać o śnie, którego niedobór może wpływać na funkcjonowanie całego organizmu. Najskuteczniejsza profilaktyka nie polega na znalezieniu jednego winnego - cukru, telefonu, braku sportu czy fast foodów. Polega na poprawie kilku elementów środowiska dziecka jednocześnie.

Kto będzie pilnował, czy szkolne sklepiki i stołówki przestrzegają nowych zasad?

Za dostosowanie żywienia odpowiadają placówki oraz podmioty przygotowujące i sprzedające żywność - między innymi dyrektorzy, szkolne kuchnie, firmy cateringowe, ajenci sklepików i operatorzy automatów. Nowe wymagania nie dotyczą wyłącznie jadłospisu wiszącego na stronie szkoły. Muszą być stosowane w rzeczywistej sprzedaży i przygotowywaniu posiłków. Producent produktu nie może samym hasłem reklamowym przesądzić, że przekąska nadaje się do szkolnego sklepiku. O możliwości sprzedaży decyduje zgodność z wymaganiami rozporządzenia.

Znaczenie ma również nadzór Państwowej Inspekcji Sanitarnej. WHO w swoich wytycznych z 2026 roku podkreśla, że tworzenie standardów żywienia w szkołach powinno być połączone z ich monitorowaniem i egzekwowaniem, ponieważ same przepisy nie gwarantują zmiany codziennych praktyk. Pierwszy rok obowiązywania nowych zasad będzie zatem testem nie tylko dla uczniów, lecz również dla szkolnych kuchni, dostawców i sklepików. Największym wyzwaniem będzie pogodzenie wartości odżywczej, ceny, możliwości organizacyjnych placówki i smaku akceptowanego przez dzieci.

Czy nowe zasady mogą naprawdę zmienić nawyki dzieci na całe życie?

Szkoła jest jednym z niewielu miejsc, w których można regularnie wpływać na sposób odżywiania niemal całego pokolenia, niezależnie od sytuacji rodzinnej. WHO w styczniu 2026 roku opublikowała nowe wytyczne dotyczące zdrowego środowiska żywieniowego w szkołach i podkreśliła, że dzieci spędzają tam dużą część dnia, dlatego dostępne posiłki i napoje mogą wpływać na nawyki utrzymujące się również w późniejszym życiu. Organizacja zaleca zarówno ustanawianie norm dotyczących żywności, jak i takie organizowanie szkolnego środowiska, aby zdrowe produkty były łatwiejszym wyborem.

Polskie przepisy działające od 1 września 2026 roku wpisują się właśnie w ten model. Mniej cukru, mniej produktów o dużej zawartości soli i tłuszczu, więcej warzyw, owoców, produktów pełnoziarnistych i strączków oraz woda jako podstawowy napój nie spowodują, że problem dziecięcej otyłości zniknie w jednym roku szkolnym. Mogą jednak zmienić codzienne otoczenie milionów uczniów. Ostateczny efekt będzie zależał od jakości posiłków, edukacji, zaangażowania rodzin i aktywności fizycznej. Najważniejsze jest to, że od września odpowiedzialność za zdrowe wybory nie jest przerzucana wyłącznie na dziecko - zmienia się również środowisko, w którym tych wyborów dokonuje.

 

Top