• 10 września 2026

Chirurg znajdował się we Włoszech, pacjent leżał na stole operacyjnym w Warszawie, a pomiędzy nimi działało szybkie połączenie telekomunikacyjne i zaawansowany system robotyczny. 9 września 2026 roku dr n. med. Paweł Wisz przeprowadził podczas kongresu ERUS26 w Padwie robotyczną radykalną prostatektomię u pacjenta z rakiem gruczołu krokowego przebywającego w Państwowym Instytucie Medycznym MSWiA w Warszawie. Operator wykonywał ruchy przy konsoli znajdującej się setki kilometrów od pacjenta, a robot na sali operacyjnej przenosił je na instrumenty chirurgiczne.

Zabieg pokazuje, jak bardzo chirurgia robotyczna zaczyna zmieniać tradycyjne rozumienie operacji. Lekarz wykonujący najważniejsze etapy procedury nie musi już fizycznie stać obok pacjenta. Nie oznacza to jednak operacji wykonywanej przez robota samodzielnie ani zabiegu bez lekarzy na miejscu. Przy pacjencie przez cały czas znajdował się pełny zespół medyczny przygotowany do przejęcia sterowania i kontynuowania operacji lokalnie, gdyby połączenie zostało przerwane albo wystąpiły inne problemy. Telechirurgia jest więc przede wszystkim sposobem przenoszenia umiejętności chirurga na odległość.

Jak wyglądała operacja raka prostaty przeprowadzona z Padwy do Warszawy?

Dr Paweł Wisz znajdował się podczas zabiegu przy konsoli robotycznej w Padwie, gdzie odbywało się doroczne spotkanie EAU Robotic Urology Section. Pacjent z rakiem prostaty przebywał natomiast w Warszawie. Oba miejsca zostały połączone systemem pozwalającym przesyłać obraz operacyjny, informacje potrzebne do sterowania oraz ruchy wykonywane przez operatora. Kiedy chirurg poruszał kontrolerami przy konsoli, instrumenty robota znajdującego się przy pacjencie wykonywały odpowiednie, precyzyjnie odwzorowane ruchy.

Operacją była radykalna prostatektomia, czyli zabieg polegający na usunięciu gruczołu krokowego u odpowiednio zakwalifikowanego pacjenta z rakiem prostaty. W chirurgii robotycznej lekarz obserwuje pole operacyjne na powiększonym obrazie i steruje miniaturowymi instrumentami wprowadzonymi do ciała przez niewielkie nacięcia. W tym przypadku zasadnicza różnica polegała na tym, że konsola operatora nie stała kilka metrów od stołu operacyjnego, lecz w innym kraju.

Czy robot sam operował pacjenta z rakiem prostaty?

Nie. Określenie "operacja robotyczna" może sugerować autonomiczne działanie maszyny, ale współczesne systemy chirurgiczne funkcjonują inaczej. Robot jest narzędziem sterowanym przez lekarza. Sam nie decyduje, gdzie wykonać cięcie, której tkanki dotknąć ani jaki etap operacji przeprowadzić. Instrumenty wykonują ruchy będące odpowiedzią na czynności operatora siedzącego przy konsoli. System może filtrować drżenie i odpowiednio skalować ruchy, ale decyzje chirurgiczne należą do człowieka.

W telechirurgii zasada pozostaje taka sama. Zmienia się jedynie odległość między lekarzem sterującym robotem a pacjentem. Operator nadal obserwuje pole operacyjne i kontroluje instrumenty w czasie rzeczywistym. Technologia musi jednak dodatkowo przesłać wszystkie informacje pomiędzy dwoma lokalizacjami z bardzo małym opóźnieniem. Dlatego teleoperacja wymaga nie tylko dobrego robota, ale także niezwykle stabilnej infrastruktury teleinformatycznej i procedur bezpieczeństwa.

Dlaczego operacją wykonywaną na odległość była właśnie radykalna prostatektomia?

Robotyczna prostatektomia jest jednym z najbardziej rozwiniętych zastosowań robotyki w urologii. Operacja odbywa się w stosunkowo ograniczonej przestrzeni anatomicznej miednicy, gdzie bardzo ważna jest precyzja ruchów. Chirurg musi oddzielić prostatę od otaczających struktur, kontrolować naczynia i wykonać kolejne etapy zabiegu z dużą dokładnością. System robotyczny zapewnia powiększony obraz oraz instrumenty posiadające szeroki zakres ruchu.

Znaczenie mają również struktury znajdujące się bardzo blisko gruczołu krokowego, w tym mechanizmy odpowiedzialne za trzymanie moczu oraz nerwy związane z funkcją seksualną. Zakres ich możliwego oszczędzenia zależy od położenia i zaawansowania nowotworu oraz innych czynników klinicznych. Precyzja jest więc szczególnie ważna. Telechirurgia nie zmienia podstawowych zasad wykonywania prostatektomii, lecz pozwala lekarzowi posiadającemu duże doświadczenie przeprowadzić ją bez fizycznej obecności w tym samym szpitalu.

Jak chirurg może operować pacjenta znajdującego się setki kilometrów dalej?

Najważniejszym elementem jest transmisja danych pomiędzy konsolą operatora i robotem. Chirurg musi otrzymywać płynny obraz pola operacyjnego, a robot w Warszawie musi praktycznie natychmiast reagować na ruchy wykonywane w Padwie. Cały proces odbywa się wielokrotnie w ciągu każdej sekundy. Jeżeli przesyłanie danych byłoby zbyt wolne albo niestabilne, operator odczuwałby opóźnienie pomiędzy wykonaniem ruchu a reakcją instrumentu.

W przypadku połączeń na terenie Europy opóźnienia mogą być na tyle małe, że dla chirurga pozostają praktycznie niezauważalne. Polski zespół miał już wcześniejsze doświadczenia z operacjami transgranicznymi, dzięki czemu przed zabiegiem w Padwie można było sprawdzić zachowanie technologii w realnych warunkach. Sama niska wartość opóźnienia nie wystarcza jednak do bezpiecznej operacji. Równie ważna jest stabilność transmisji, zabezpieczenie łącza i możliwość natychmiastowego przejścia na sterowanie lokalne.

Czy opóźnienie internetu nie jest zbyt duże, żeby bezpiecznie operować na odległość?

To jedno z najważniejszych pytań dotyczących telechirurgii. Jeśli operator wykona ruch, a robot zareaguje z zauważalnym opóźnieniem, precyzyjne prowadzenie instrumentów może stać się trudniejsze. Problemem może być również nieregularne opóźnienie, czyli sytuacja, w której system raz reaguje natychmiast, a chwilę później wolniej. Dlatego przed operacją wykonuje się szczegółowe testy jakości połączenia i sprawdza warunki, w których zabieg może być bezpiecznie prowadzony.

Doświadczenia wcześniejszych operacji polskiego zespołu pokazywały opóźnienie około 30 milisekund na połączeniu Belgia-Warszawa oraz około 5 milisekund na trasie pomiędzy Gdańskiem i Warszawą. Takie wartości są bardzo małe w porównaniu z czasem ludzkiej reakcji i mogą być praktycznie niezauważalne podczas sterowania. Technologia rozwija również mechanizmy wygładzające transmisję i ograniczające zakłócenia. Mimo to konieczne pozostają procedury na wypadek pogorszenia jakości łącza.

Co dzieje się, jeśli podczas teleoperacji zostanie zerwane połączenie?

Telechirurgia nie może opierać bezpieczeństwa pacjenta na założeniu, że połączenie nigdy nie zawiedzie. Dlatego na sali operacyjnej musi znajdować się lokalny zespół przygotowany do natychmiastowego przejęcia zabiegu. Przy pacjencie pozostają chirurdzy, anestezjolodzy, pielęgniarki i pozostały personel potrzebny do prowadzenia operacji. Jeśli zdalne sterowanie przestaje działać, można przejść na kontrolę lokalną.

Podczas ERUS26 dr Paweł Wisz wskazywał, że z jego doświadczeń przełączenie ze zdalnego na lokalne sterowanie może zostać wykonane poprzez prostą procedurę i zająć około 15 sekund. To właśnie takie zabezpieczenie odróżnia rzeczywistą telechirurgię kliniczną od technologicznego eksperymentu pozbawionego planu awaryjnego. Pacjent nie może pozostać na stole operacyjnym bez lekarza zdolnego do działania tylko dlatego, że operator znajduje się kilkaset kilometrów dalej.

Czy podczas operacji w Warszawie byli obecni inni chirurdzy?

Tak. Obecność zespołu przy pacjencie jest fundamentalnym elementem bezpiecznej telechirurgii. Zdalny operator kontroluje robota, ale lokalni lekarze przygotowują pacjenta, nadzorują sytuację na sali i wykonują czynności, których nie można przeprowadzić wyłącznie z konsoli. Zespół musi również potrafić zareagować na nagłe krwawienie, problem techniczny, konieczność zmiany sposobu operowania lub inne nieprzewidziane zdarzenie.

Telechirurgia nie oznacza więc wysłania pacjenta do pustej sali z robotem. W obecnym modelu wymaga wręcz bardzo dobrze wyszkolonych zespołów po obu stronach połączenia. Lekarz zdalny wnosi swoje doświadczenie operacyjne, natomiast specjaliści przy pacjencie zapewniają bezpośrednie bezpieczeństwo. Rozwój technologii może zmienić podział zadań pomiędzy tymi zespołami, ale trudno wyobrazić sobie, aby w przewidywalnej przyszłości operacje odbywały się bez odpowiednio przygotowanego personelu przy stole.

Czy była to pierwsza taka operacja przeprowadzona przez polskiego lekarza?

Nie była to pierwsza transgraniczna teleoperacja w doświadczeniu polskiego zespołu. Dr Paweł Wisz przeprowadzał już wcześniej zabiegi, podczas których operator i pacjent znajdowali się w różnych miejscach. We wrześniu 2025 roku chirurg pracował z konsoli w Orsi Academy w Belgii, podczas gdy pacjent znajdował się w Warszawie. Polski zespół uczestniczył również w projektach telechirurgicznych obejmujących połączenia pomiędzy Chinami i Europą.

Operacja wykonana 9 września 2026 roku miała jednak szczególne znaczenie, ponieważ otwierała program telechirurgiczny dużego europejskiego kongresu ERUS26. Warszawa była jedynym ośrodkiem z Europy Środkowo-Wschodniej uczestniczącym w międzynarodowym programie połączeń z Padwą. Zabieg stanowił więc kolejny krok w rozwoju rozwiązania, które jeszcze kilka lat temu było głównie eksperymentem technologicznym, a dziś jest testowane w rzeczywistych procedurach klinicznych.

Czym telechirurgia różni się od zwykłej chirurgii robotycznej?

W standardowej chirurgii robotycznej operator często również nie stoi bezpośrednio przy stole. Siedzi przy konsoli kilka metrów dalej i za jej pomocą steruje ramionami robota. Pacjent, operator i cały zespół znajdują się jednak zwykle w tej samej sali operacyjnej albo przynajmniej w tym samym ośrodku. Jeśli pojawia się problem, chirurg może szybko podejść do pacjenta lub zmienić sposób prowadzenia operacji.

Telechirurgia usuwa fizyczne ograniczenie odległości. Konsola może znajdować się w innym mieście, kraju, a technologicznie nawet na innym kontynencie. To tworzy nowe możliwości, ale także dodatkowe zagrożenia. Pojawiają się kwestie jakości łącza, cyberbezpieczeństwa, odpowiedzialności prawnej, licencji medycznych i organizacji pracy zespołów znajdujących się w różnych jurysdykcjach. Telechirurgia jest więc kolejnym etapem robotyki, a nie tylko prostym wydłużeniem kabla pomiędzy konsolą i robotem.

Czy zdalna operacja raka prostaty jest bezpieczna dla pacjenta?

Bezpieczeństwo zależy od wielu elementów jednocześnie. Sam system robotyczny musi działać prawidłowo, połączenie musi być stabilne, operator odpowiednio doświadczony, a lokalny zespół przygotowany do natychmiastowego przejęcia sterowania. Konieczne są również testy wykonywane przed zabiegiem oraz procedury określające, co zrobić w przypadku problemów technicznych. Bez spełnienia tych warunków teleoperacja nie powinna być rozpoczynana.

Nie można jednak na podstawie pojedynczego udanego zabiegu uznać, że każda operacja raka prostaty może już być rutynowo wykonywana z innego kraju. Telechirurgia pozostaje szybko rozwijającą się dziedziną i wymaga dalszych danych dotyczących bezpieczeństwa, niezawodności oraz wyników leczenia. W przypadku planowych operacji onkologicznych standardem nadal jest obecność operatora w tym samym ośrodku. Zabiegi takie jak ten z Padwy do Warszawy pokazują natomiast, że techniczna bariera odległości zaczyna znikać.

Dlaczego teleoperacje podczas kongresu ERUS26 są tak ważne dla rozwoju medycyny?

ERUS jest jednym z najważniejszych europejskich wydarzeń poświęconych robotyce urologicznej. Podczas kongresu chirurdzy nie tylko prezentują wyniki badań i omawiają technologie, ale także obserwują operacje wykonywane w rzeczywistych warunkach. W 2026 roku telechirurgia zajęła w programie wyjątkowo ważne miejsce. Padwa została połączona z wieloma ośrodkami w Europie, Azji i Afryce, pokazując, że zdalne sterowanie robotem przestaje być pojedynczym pokazem.

Takie wydarzenia pozwalają również ujawniać ograniczenia technologii. Podczas jednego z innych zabiegów ERUS26 pojawił się problem z szybkim ponownym połączeniem zdalnego operatora i większą część procedury przez pewien czas wykonywał chirurg lokalny. Połączenie zostało później przywrócone. Tego typu zdarzenia są bardzo ważną lekcją - pokazują, że telechirurgia potrzebuje nie tylko spektakularnych udanych zabiegów, ale również procedur pozwalających bezpiecznie reagować wtedy, gdy technologia nie zachowuje się idealnie.

Czy telechirurgia może umożliwić operowanie pacjentów przez najlepszych specjalistów z innych krajów?

To jedna z najczęściej wskazywanych potencjalnych korzyści. Pacjent wymagający bardzo specjalistycznego zabiegu często musi obecnie podróżować do ośrodka, w którym pracuje doświadczony operator. Telechirurgia może w przyszłości odwrócić ten model. To wiedza i umiejętności chirurga mogłyby "przyjechać" do pacjenta poprzez połączenie z robotem znajdującym się w lokalnym szpitalu.

Może mieć to szczególne znaczenie w rzadkich lub bardzo trudnych operacjach, w których liczba ekspertów jest niewielka. Zamiast transportować pacjenta przez setki kilometrów, lokalny zespół mógłby współpracować ze specjalistą znajdującym się w dużym centrum referencyjnym. Do takiego modelu nadal potrzebna jest jednak odpowiednia infrastruktura, robot w lokalnym szpitalu oraz dobrze wyszkolony zespół przy pacjencie. Telechirurgia nie usuwa więc wszystkich barier dostępu do zaawansowanej medycyny.

Czy telechirurgia może pomóc szpitalom w mniejszych miejscowościach?

Teoretycznie jest to jeden z najbardziej interesujących kierunków rozwoju. Pacjent w mniejszym ośrodku mógłby mieć dostęp do kompetencji chirurga znajdującego się w dużym centrum bez konieczności przenoszenia całego procesu leczenia. Dotyczyłoby to szczególnie sytuacji, w których lokalny zespół posiada odpowiednie wyposażenie i doświadczenie, ale potrzebuje wsparcia eksperta przy szczególnie trudnym fragmencie operacji.

Telechirurgia może również przyjąć formę teleasysty. Specjalista nie musi prowadzić całej operacji od początku do końca. Może połączyć się w momencie wystąpienia trudności, przejąć określony etap albo prowadzić mniej doświadczonego operatora. Taki model może mieć większe znaczenie praktyczne niż wizja jednego chirurga codziennie wykonującego wszystkie operacje na innym kontynencie. Pozwala bowiem rozszerzać dostęp do doświadczenia bez całkowitego odbierania kompetencji lokalnemu zespołowi.

Czy operacje na odległość mogą przyspieszyć szkolenie młodych chirurgów?

Tak, ponieważ system telechirurgiczny umożliwia stworzenie znacznie bardziej bezpośredniego modelu szkolenia niż klasyczna wideokonferencja. Doświadczony specjalista może obserwować operację w czasie rzeczywistym, komentować kolejne etapy i pomagać chirurgowi znajdującemu się przy pacjencie. W bardziej zaawansowanym wariancie może także zdalnie przejąć sterowanie i pokazać konkretną technikę na tym samym systemie robotycznym.

Możliwość zdalnego mentoringu może być szczególnie cenna podczas wdrażania nowych procedur w ośrodkach, które dopiero rozpoczynają program chirurgii robotycznej. Dziś ekspert często musi fizycznie przyjechać do szpitala i uczestniczyć w kilku pierwszych operacjach. W przyszłości część takiego wsparcia może odbywać się na odległość. Nadal pozostaje pytanie o standardy szkolenia, odpowiedzialność oraz minimalne doświadczenie lokalnego operatora, ale technologiczna możliwość takiej współpracy już istnieje.

Jak dużym problemem dla telechirurgii jest cyberbezpieczeństwo?

To jeden z najważniejszych tematów, jeśli teleoperacje mają stać się rutynową częścią medycyny. Podczas zabiegu przez sieć przesyłane są dane sterujące urządzeniem oraz obraz medyczny. Niedopuszczalne byłoby nieautoryzowane przejęcie kontroli, manipulowanie transmisją czy zakłócenie komunikacji w kluczowym momencie operacji. Dlatego systemy telechirurgiczne wymagają zabezpieczeń znacznie wykraczających poza zwykłe połączenie internetowe.

Potrzebne są między innymi szyfrowanie transmisji, uwierzytelnianie operatorów, kontrola dostępu, monitorowanie jakości połączenia i procedury automatycznego przechodzenia do bezpiecznego stanu w razie problemów. Cyberbezpieczeństwo staje się w tym przypadku elementem bezpieczeństwa klinicznego pacjenta. Awaria strony internetowej może być kłopotliwa, ale zakłócenie połączenia z robotem podczas operacji może mieć bezpośrednie konsekwencje medyczne.

Kto odpowiada za błąd podczas operacji, jeśli chirurg znajduje się w innym kraju?

To jedno z najtrudniejszych pytań dotyczących przyszłości telechirurgii. W klasycznej operacji zasady odpowiedzialności lekarza i placówki wynikają z systemu prawnego kraju, w którym wykonywany jest zabieg. W telechirurgii operator może znajdować się jednak w innym państwie, używać systemu należącego do zagranicznej placówki, a pacjent może być leczony przez lokalny szpital według prawa swojego kraju.

Pojawiają się więc pytania dotyczące uprawnień lekarza, odpowiedzialności operatora, lokalnego zespołu, producenta robota i podmiotu zapewniającego infrastrukturę telekomunikacyjną. To właśnie kwestie prawne i regulacyjne są obecnie jedną z największych barier dla masowego zastosowania telechirurgii. Technicznie wykonanie operacji na odległość stało się możliwe wcześniej, niż prawo zdążyło stworzyć jednolite zasady dla takich procedur.

Czy pacjent musi wyrazić specjalną zgodę na operację wykonywaną zdalnie?

Pacjent musi zostać odpowiednio poinformowany o charakterze proponowanego zabiegu i wyrazić świadomą zgodę na leczenie. W przypadku telechirurgii szczególne znaczenie ma przekazanie informacji, że główny operator znajduje się poza salą operacyjną, w jaki sposób działa połączenie, jakie zabezpieczenia przewidziano na wypadek awarii oraz kto znajduje się przy pacjencie i może przejąć prowadzenie procedury.

Teleoperacja jest bowiem czymś więcej niż zastosowaniem nowego modelu instrumentu. Zmienia organizację całego zabiegu i wprowadza specyficzne ryzyka technologiczne. Pacjent powinien więc rozumieć, na czym dokładnie polega procedura. Zaufanie do telechirurgii będzie w dużym stopniu zależało od przejrzystości. Przedstawianie technologii jako nieomylnej lub ukrywanie jej ograniczeń byłoby znacznie bardziej szkodliwe niż otwarte omawianie zarówno korzyści, jak i planów awaryjnych.

Czy telechirurgia może kiedyś stać się standardem leczenia raka prostaty?

Technologicznie taki scenariusz stał się znacznie bardziej realny niż jeszcze kilka lat temu. Opóźnienia w europejskich sieciach mogą być praktycznie niezauważalne, systemy robotyczne oferują zdalne sterowanie, a kolejne zespoły zdobywają doświadczenie w teleoperacjach. Największe przeszkody zaczynają więc przesuwać się z samej technologii na regulacje prawne, organizację, finansowanie oraz stworzenie wystarczająco rygorystycznych standardów bezpieczeństwa.

Nie oznacza to jednak, że za kilka miesięcy polscy pacjenci będą rutynowo operowani przez lekarzy siedzących w Londynie, Padwie czy Nowym Jorku. Potrzebne są dalsze dane, jasne przepisy, szkolenia i infrastruktura pozwalająca utrzymać ten sam poziom bezpieczeństwa niezależnie od odległości. Operacja wykonana przez dr. Pawła Wisza pomiędzy Padwą i Warszawą pokazuje przede wszystkim, że jeden z najważniejszych problemów technicznych został w dużej mierze pokonany. Teraz medycyna musi zdecydować, gdzie wykorzystanie tej możliwości rzeczywiście przynosi pacjentowi przewagę.

Co operacja z Padwy do Warszawy mówi o przyszłości chirurgii?

Najważniejsza zmiana może polegać na oddzieleniu miejsca, w którym znajduje się ekspert, od miejsca, w którym znajduje się pacjent. Przez całą historię chirurgii obie osoby musiały spotkać się na tej samej sali operacyjnej. Robotyka zaczyna usuwać to ograniczenie. Chirurg może wykonywać precyzyjne ruchy z drugiego miasta, kraju, a technologicznie nawet z bardzo odległego kontynentu, pod warunkiem że system zapewnia odpowiednią jakość transmisji i bezpieczeństwo.

Operacja raka prostaty przeprowadzona 9 września 2026 roku pomiędzy Padwą i Warszawą nie oznacza jeszcze, że telechirurgia stała się codziennym standardem. Pokazuje jednak, że przestała być wyłącznie futurystycznym pomysłem. Pacjent rzeczywiście leżał w polskim szpitalu, polski chirurg rzeczywiście znajdował się we Włoszech, a robot wykonywał jego ruchy na odległość. Kolejnym etapem będzie odpowiedź na pytanie nie o to, czy można tak operować, lecz kiedy takie rozwiązanie jest bezpieczniejsze, szybsze lub bardziej dostępne dla pacjenta niż klasyczny model chirurgii.

 

Top